Pierwsze dni na warszawskim Powiślu

Od wielu miesięcy z utęsknieniem czekałam na moment przeprowadzki do Warszawy, więc kiedy ten dzień nadszedł, zupełnie straciłam głowę. Wbrew zdrowemu rozsądkowi zapomniałam o blogu, rejestracji na studia oraz tysiącach innych spraw, by chłonąć klimat stolicy i poczuć się jak turystka w jednej z moich ulubionych dzielnic – Powiślu. To właśnie tam szczęśliwie znaleźliśmy mieszkanie, a przepiękna pogoda i klimatyczne uliczki niewątpliwie zachęcały do poszukiwań. Ta część Warszawy pochłonęła mnie zupełnie i mam wrażenie, że przez te kilka tygodni odcięłam się od świata. Tak więc jakie są moje pierwsze wrażenia i co tak bardzo mnie wciągnęło?

 

Nie sposób nie zakochać się w Powiślu

Szukając dogodnej lokalizacji, brałam pod uwagę kilka czynników. Za priorytet uznałam niewielką odległość od (mam nadzieję) mojego przyszłego wydziału, cenę, a podsumować to wszystko miał względny spokój i bezpieczeństwo. Zazwyczaj tę dzielnicę dyskwalifikowałyby już stawki najmu, jednak dzięki wytrwałości i (bez wątpienia) odrobinie szczęścia udało nam się znaleźć niewielkie mieszkanie, które tylko trochę przekracza zakładany przez nas budżet. Gdy tylko weszłam do środka poczułam, że to w tym miejscu spędzimy najbliższe miesiące. Zarówno cały budynek, wnętrze mieszkania i okolica zauroczyły mnie od pierwszego metra kwadratowego.

Powiśle przyciąga mnogością klimatycznych barów i kawiarni, więc wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy okazało się że na mojej ulicy nie ma ani jednej… i westchnięcie ulgi gdy uświadomiłam sobie jakie to szczęście. Nie ma nic gorszego niż tabuny pijanych hipsterów i rozgoryczonych kibiców zataczających się pod twoim oknem (w szczególności gdy mieszkasz na pierwszym piętrze). Na szczęście w najbliższej okolicy dominują restauracje specjalizujące się w menu degustacyjnym i organizacji firmowych imprez, co pozwala nam spać spokojnie. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzić, że dzielnica jest monotonna czy nudna, gdyż w ciągu dnia przyciąga do siebie nie tylko klientów prowadzonych od pokoleń rzemieślniczych zakładów czy lokalnych manufaktur, ale również turystów poszukujących przedwojennych kamienic czy Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Jednak rodzinne przedsiębiorstwa i punkty turystyczne to nie wszystko, a klimatyczne miejsca powstają na Powiślu niemal każdego dnia, więc w bliższej (jak również dalszej) okolicy zdążyłam odkryć już swoich faworytów.

 

Nad Wisłą jest w czym wybierać

źródło: Facebook Stor

Podtytuł idealnie opisuje moje wrażenia – miejsc które są godne uwagi jest naprawdę mnóstwo i gdybym miała wszystkie je wymienić, post byłby zdecydowanie za długi. Ograniczę się więc do subiektywnej listy moich ulubieńców, a resztę odkrywania pozostawię Wam.

  • Kawiarnia Stor – najlepsza (moim zdaniem) kawa w Warszawie! Nie byłam tam już dłuższą chwilę, bo mieszkam dosyć daleko, ale to właśnie wysublimowane smaki połączone z nieśmiale zaglądającym przez okna słońcem i spokojem, przerywanym jedynie odgłosami zza lady, przekonały mnie zarówno do tego miejsca jak i całego Powiśla.
  • Palce Lizać – moja ulubiona kawiarnia w pobliżu naszego domu. Jako jedno z niewielu miejsc jest pozbawiona wszędobylskich hipsterów. Zamiast nich spotkamy tam przepyszne domowe ciasta (malinowe jest obłędne!), a za 12zł dostaniemy tak duże latte, że najlepiej podzielić się nim z przyjaciółką lub chłopakiem. Niestety nie mają facebooka, więc ząłączam link do strony google.
  • The Cool Cat – ciekawe wariacje wokół kuchni koreańskiej i nietypowy wybór alkoholi tworzą niepowtarzalny klimat. Radziłabym jednak rezerwować stolik wcześniej, lokal jest średniej wielkości i czasem trudno o miejsce!
  • Z gruntu wzięte – przemiły sprzedawca i szeroki wybór lokalnych produktów zdecydowanie zachęcają do odwiedzenia tego sklepiku. Szczególnie polecam majonez (idealny do pasty jajecznej!) oraz jeszcze pachnące ziemią, czasem pełne mrówek i z pewnością naturalne warzywa.
  • Madelle – zarówno sklep jak i całą markę odkryłam przypadkiem, mijając sklepową wystawę. Zachęcona dziewczęcym krojem, jedwabnym materiałem i uśmiechem właścicielki od razu zakochałam się w sukienkach Madelle. O marce mam jeszcze zamiar napisać kilka słów w osobnym poście, jednak już teraz dzielę się z wami tym niezwykłym miejscem. Ubrania można zamówić przez internet, jednak moim zdaniem warto jest wybrać się na Górnośląską.
  • Park Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego – moim ulubionym parkiem w Warszawie jest Ogród Krasińskich, decydując się jednak na śródmieście południowe, musiałam poszukać mu alternatywy. Bardzo szybko odkryłam park Rydza-Śmigłego, który dzięki swoim niebagatelnym rozmiarom i półdzikiej roślinności jest wyjątkowy na tle innych warszawskich ogrodów. Zazwyczaj nie ma w nim wielu ludzi, jest za to pełno pięknych punktów widokowych i zacienionych ławeczek.
  • Osiedle Jazdów – o istnieniu tego niezwykłego miejsca nie miałam pojęcia, jednak mieszkam niemalże za rogiem i musiałam w końcu się na nie natknąć. Od ponad 60 lat, w sąsiedztwie gmachu Sejmu, a na tyłach parku Ujazdowskiego, wznosi się kolonia drewnianych domków fińskich, będąca pamiątką po pierwszych miesiącach odbudowy Warszawy, gdy zniszczona lewobrzeżna część miasta, zmagała się z arcytrudną sytuacją mieszkaniową. Pomimo prestiżowej lokalizacji i elitarnego sąsiedztwa, mieszkańcy drewniaków cieszą się zielenią przydomowych ogródków i spokojem, którego próżno szukać w innych częściach Śródmieścia.
  • Ulica Bednarska – To dosyć subiektywna pozycja, bo znajduje się na niej (mam nadzieję) mój przyszły wydział. Niektóre z kamienic wymagają remontu ale w całości ulica łącząca Wybrzeże Kościuszkowskie z Krakowskim Przedmieściem prezentuje się niezwykle okazale, a kolorowe kamienice na myśl przywodzą, przynajmniej mi, śródziemnomorskie wille.
  • Ulica Śniegockiej – ta niewielka przepiękna uliczka jest takim małym urzeczywistnieniem moich wyobrażeniem Warszawy, która uniknęłaby zniszczeń podczas wojny. Będąc w okolicy koniecznie wybierzcie się tam na spacer.
  • Bulwary i Cud Nad Wisłą – bulwary to turystyczny i sąsiedzki klasyk. Jeżeli natomiast chodzi o Cud Nad Wisłą, to ta sezonowa nadwiślańska knajpka słynie z tego, że zawsze coś się tam dzieje. Niezależnie czy jest to pokaz filmów, stand up czy kameralny koncert – można iść tam w ciemno i na 90% trafisz na coś ciekawego.
  • BUW – Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego to nie tylko instytucja użytku publicznego, ale również niezwykłe dzieło architektoniczne. Obecnie to jeden z ważniejszych budynków Powiśla i kluczowa część Uniwersytetu Warszawskiego mieszcząca się na ulicy Dobrej 56/66. Zarówno zbiory, historia, ogród dachowy i sam budynek przyciągają i w moim odczuciu są punktem obowiązkowym podczas wizyty w stolicy.

Nie zawsze cicho i spokojnie

Gdy tylko zobaczyłam jasne i pachnące nowością mieszkanie w przepięknej kamienicy zupełnie straciłam głowę. Do tego stopnia, żeby przymknąć oko na kilka znaczących niedogodności. Tak więc mieszkamy w sąsiedztwie jednej z najbardziej ruchliwych ulic Warszawy, której na szczęście zupełnie nie słychać (a dzięki niej dziubek ma świetny dojazd do pracy!). Jednak w naszym sąsiedztwie mamy jeszcze kilka innych „atrakcji”, m.in. stadion Legii Warszawa. Tylko że z perspektywy czasu fani tego klubu piłkarskiego są naprawdę sympatyczni pod warunkiem, że nie nosisz zbyt często połączenia bieli i błękitu, oraz masz przy sobie amulet w postaci breloczka z logiem tej właśnie drużyny. A będąc całkowicie poważną, kibice (jedynego słusznego!) warszawskiego klubu są przez większość czasu niezauważalni. Teraz, gdy skończył się sezon, trudno się na nich natknąć. Z łatwością można za to spotkać, a właściwie usłyszeć protestujących pod sejmem. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy, bo przecież ulica Wiejska krzyżuje się z naszą na drugim jej końcu, jednak krzyki zbulwersowanych demonstrantów w połączeniu z mocą megafonu, mają naprawdę niezwykłą siłę przebicia. Jednak sejm i stadion to nie jedyne „hałasogenne” punkty w okolicy. Mamy też Torwar, dzięki któremu regularnie słyszymy z balkonu koncerty na żywo i stadion narodowy, z którego dochodziły ostatnio dźwięki koncertu Beyonce i Jay’a- Z.


Jak nietrudno się domyślić ostatni akapit należy przyjąć z lekkim przymrużeniem oka. Powiśle jest niezwykłą dzielnicą, której czasem trzeba się dokładniej przyjrzeć by dostrzec jej liczne walory. Przechodząc przez jej ulice, spiesząc się na uczelnię lub wychodząc z BUW-u, warto jest zboczyć z głównych ścieżek, posiedzieć w jednym z pięknych parków, zobaczyć mało popularne zabytki i na chwilę uciec od warszawskiego zgiełku. Z każdym rokiem okolica znacząco się zmienia, nadal jednak łączy w sobie elementy wielkomiejskości i małomiasteczkowości. Można tu kupić świeże warzywa od uśmiechniętej pani, oddać pościel do magla i wybrać się do sklepu który, poza wypełnionymi półkami, nie zmienił się od czasu PRL-u. Z drugiej strony niemalże z każdym dniem otwierają się tu nowe miejsca, gdzie można kupić zarówno niestandardowe ubrania, buty czy nowy lub oldschoolowy rower. Poza tym można znaleźć tu świetne sklepy z zabawkami dla dzieci, a nawet zaprojektować swój własny kapelusz. Podsumowując, wystarczy próbować, poznawać i wracać. W tej dzielnicy naprawdę można się zakochać.

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz