Mając 19 lat…

To był początek upalnej wiosny, słońce raziło w oczy, a mama z całych sił starała się wydać na świat swoje pierwsze dziecko, córeczkę. Niedługo później położna owinęła mój nadgarstek plastikową bransoletką. Od tego momentu już zawsze pamiętam Łomżę oraz dzień moich narodzin: 22 kwietnia 1999 roku.

Pamiętam też imiona rodziców. Numer PESEL. Pierwszy dzień w przedszkolu, śmierć babci, wrednych kolegów z klasy. Zabawę w dom i wymienianie się karteczkami. Słodycze od sąsiadki z trzeciego piętra. Pierwszego chłopaka. Rozmowę z obcym mężczyzną, gdy wracałam z placu zabaw. Wielkiego misia wygranego w konkursie piosenki. Wiersze publikowane w internecie. Szkołę muzyczną, rany od uderzeń linijki na dłoniach, pierwszy koncert i łzy wylane nad instrumentem. Najtrudniejsze egzaminy, olimpiadę polonistyczną, premierę musicalu. Samotność i choroby. Pierwszy bukiet kwiatów i srebrną bransoletkę wyrzuconą do rzeki.

Pierwszy alkohol. Lot do Nowego Jorku i łzy po ścięciu włosów. Nieświadomość słów i gestów pełnych znaczeń. Nieustający niepokój przez całą pierwszą klasę szkoły średniej. Poszukiwanie bliskości, czegoś poza grą słabości. Pragnienie miłości. Ukrywanie tego. Wychodzenie z zamkniętego pudła powinności.

Zupę mleczną, którą jadłam cały tydzień z dziadkiem i mleczne zęby chowane pod poduszką. Czekoladową opaleniznę każdego lata i brak miesiączki z niejedzenia. Zarozumiałych ludzi, którzy żarty z młodszych od siebie wycierali brudną serwetką doświadczenia, a na hasło „młodsza” dostawali swędzącej wysypki. Pierożki z jagodami i inne niepotrzebne wołania o miłość. Warkocz leków i kłopotów. Karuzele, jarmarki, orzechówkę z mlekiem. Oceany niewinnych kompleksów. Ogniska nad jeziorem, kąpiele w środku nocy. Czapkę kolegi kuzyna i kurtkę jego brata na moich zmarzniętych ramionach.

Pamiętam również inne rzeczy. I mam jeszcze inne argumenty. I w ogóle chciałabym po raz tysięczny wytłumaczyć, że nie jestem głupią dziewczyną, którą masz w głowie pod hasłem: dziewiętnastolatka.

Ale przecież to i tak bez znaczenia. Może będzie Ci lepiej ze schematami? Może mam uczyć się pokory? Może młodość jest potwornie ciężkim przypadkiem i chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań.


 

A ty? Kim jesteś?

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz