Historie z dziecięcych lat

Będąc trzyletnią dziewczynką utonęłam w stawie… A przynajmniej tak wydawało się mojej mamie. Na szczęście ta opowieść wygląda nieco inaczej z mojej perspektywy. O ile kilkulatka może mieć właściwie jakąś perspektywę.

To jedna z moich ulubionych historii z wczesnego dzieciństwa. Pomimo dramaturgii, jest bardzo zabawna i cała rodzina wspomina ją z uśmiechem na ustach; Moja mama nie mogąc znaleźć swojej wówczas jedynej córeczki w domu była przekonana, że wyszłam przez otwarte drzwi na taras, a następnie do ogrodu. Przeszukała wszystkie zakamarki podwórka i nie mogła mnie znaleźć… do czasu aż spojrzała na stojący za domem staw. Przerażona przeszukała zbiornik, wezwała karetkę, zajętego pracą tatę i zdruzgotanych dziadków. W oczekiwaniu na czyjeś przybycie postanowiła usiąść na łóżeczku w moim pokoju, aż nagle usłyszała… cichutkie ciąganie noskiem. Przerzuciła całą pościel i sprawdziła wszystkie zakamarki ponownie, wciąż nie mogąc mnie znaleźć, gdy postanowiła otworzyć niewielki kolorowy namiot w którym trzymaliśmy zabawki. Znalazła tam zakopanego pod stosem pluszaków śpioszka, który już wtedy pałał zamiłowaniem do zasypiania w nietypowych miejscach ( w tym momencie chciałabym z całego serca pozdrowić wszystkich moich nauczycieli, których donośny głos usypiał mnie do snu w każdy poniedziałkowy poranek).

Wspomnienie tej historii przywołało swoistą nostalgię która pozwoli mi przedstawić kilka opowieści o dzieciństwie, beztrosce i szczęściu, którego tak bardzo brakuje w (jakby nie patrzeć) dorosłym życiu. Nie przedłużając, zapraszam do lektury.

 

Biedronka

W przeciągu całego roku jest jeden najważniejszy dzień w życiu przedszkolaka. Każdy maluszek pełen ekscytacji czeka na ten niezwykły moment, gdy w końcu będzie mógł przebrać się w starannie dobrany kostium i wybrać się na bal przebierańców. Tak samo było również z kilkuletnią mną. Gdy tylko zobaczyłam w sklepie z zabawkami idealne nakrycie głowy, wiedziałam już za kogo się przebiorę. Moja mama stawała na głowie, by przygotować idealny kostium – począwszy od znalezienia sukienki w odpowiednim kolorze, po uszycie peleryny która będzie imitować czerwony pancerzyk w kropeczki. Jak nietrudno się domyślić – przebrana byłam za biedroneczkę. A nakryciem głowy, które oczarowało mnie od pierwszego wejrzenia była kartonowa czapeczka imitująca właśnie to stworzonko. Dumnym krokiem, pod bacznym okiem mojej mamy, weszłam do budynku remizy strażackiej, bacznie rozglądając się dookoła. W tamtym momencie jeszcze nic nie zwiastowało nadchodzących wydarzeń. Z każdą minutą przybywało coraz więcej gości w bajecznych kostiumach, jednak pośród indian, matadorów, księżniczek i wróżek trudno było znaleźć kompana. Jak nietrudno się domyślić, w mojej kilkuletniej głowie rozpętała się burza. Poczułam się odrzucona, a cały misterny trud włożony w przygotowanie kostiumu poszedł na marne. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do wszystkich innych dziewczynek nie byłam księżniczką! Ze łzami w oczach pobiegłam do jedynej osoby, która mogła mnie zrozumieć w tak dramatycznej sytuacji. Prawdopodobnie przez głowę przebiegła mi myśl w stylu: „Przecież mama też nie ma kostiumu księżniczki!”. I nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo się wtedy pomyliłam. Gdy tylko mama zrozumiała sens mojego pełnego łez bełkotu wyciągnęła z torby koronę, naszyjnik i różdżkę, które uroczyście (przynajmniej tak to odczułam) mi wręczyła. Zdjęłam pelerynę, czapeczkę biedroneczki i w mojej czerwonej sukience i srebrnej koronie zostałam wymarzoną księżniczką, a moja mama – rycerzem na białym koniu.

To pierwszy raz gdy udaje mi się tak dokładnie opisać tę historię. Z niezbyt zrozumiałych dla kogokolwiek (łącznie ze mną) powodów okropnie wzruszam się za każdym razem, gdy ją opowiadam. Nie wiem czy chodzi o czas, który mama poświęciła na przygotowanie kostiumu czy o biedne biedronki, ale zalewam się łzami gdy tylko zaczynam opowieść o biedroneczce. Co zabawne, moja mama ma zupełnie odmienne odczucia i za każdym razem gdy wspominamy tę historię radośnie się śmieje – sama do końca nie wiem czy z opowieści, czy ze mnie…

 

Moi najlepsi przyjaciele

Jak wspomniałam w opowieści o stawie, gdy byłam kilkuletnią dziewczynką mieszkałam wraz z rodzicami w domu z wielkim ogrodem. Nic dziwnego – był to położony pośrodku lasu budynek nadleśnictwa, w którym urzędowaliśmy ze względu na pełnioną przez tatę funkcję. Jak nietrudno się domyślić, znalezienie przyjaciół pośród drzew nie należało do łatwych. Jednak mimo braku rówieśników, nie doskwierała mi samotność. Poza mamą, tatą, mną i masą dzikiej zwierzyny od czasu do czasu pojawiającej się na schodach prowadzących do domu był ktoś jeszcze. Właściwie to było ich troje i darzyłam każdego z nich nieopisaną miłością. Wspólne wyprawy do lasu z Kubą, jeżdżenie na grzbiecie wielkiego Benka i czas spędzony pod schodami z Sabą. To właśnie te trzy niezwykłe psiaki sprawiły, że pierwsze lata mojego dzieciństwa były niezwykłe. Zastanawiający jest jednak ostatni człon mojego zdania, bo co tak właściwie może robić kilkuletnie dziecko siedząc pod schodami w towarzystwie psa? Odpowiedź jest banalnie prosta – wyjadać truskawki i oddawać swojej najlepszej psiej przyjaciółce kobiałkę, by ta z gracją i zaangażowaniem mogła wylizać resztki.

Jakim samochodem Pan przyjechał?

To raczej anegdotka niż historia, ale zawsze bawi moich znajomych, więc wspomnę o niej, „na sam koniec”. Otóż będąc małą dziewczynką byłam niezwykle wygadana (tak właściwie to wciąż jestem). Na każdej rodzinnej imprezie brylowałam w towarzystwie. Szczególnie upodobałam sobie rozczulanie zgromadzonych gości dumnym wygłaszaniem pewnych dwóch zdań, które oczywiście sama wymyśliłam. Tak więc, gdy tylko zauważyłam jakiegoś znużonego wujka lub ciocię, który (moim zdaniem) ewidentnie potrzebował towarzystwa, podchodziłam z wysoko uniesioną głową i rozpoczynałam dyskusję dumnie mówiąc: Jakim samochodem Pan przyjechał? Bo ja białym mercedesem!

_________________________

Mam nadzieję, że moje historie przywołały w was wspomnienia beztroskich przygód i nieopisanej radości, które towarzyszą wszystkim dzieciom. To piękne chwile, którymi warto dzielić się ze światem i z których powinniśmy czerpać inspirację.

Jestem pewna, że wy również macie opowieści z dzieciństwa warte opisania. Z niecierpliwością czekam na wasze historie w komentarzach!

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz