79 urodziny ma się tylko raz

Moja babcia całe swoje życie spędziła na wsi. Pomimo tego, że jej troje dzieci wyjechało w poszukiwaniu miejskiego życia, ona wyznaje zasadę, że „starych drzew się nie przesadza” i pod żadnym pozorem nie chciałaby spędzić spokojnej starości gdziekolwiek indziej, niż otulona klimatem ukochanej wsi. Odkąd pamiętam była kobietą pełną klasy – każde wyjście jest dla niej pretekstem do wykonania starannego makijażu, nałożenia złotej biżuterii i ubrania eleganckiej koszuli. Swoje starania podkreśla tym, że „nie chce przynieść wstydu swoim dzieciom i wnukom”. Jej dom z każdą (także niezapowiedzianą wizytą) zastawałam czysty. Zawsze pachniało tam naftaliną oraz domowym pieczywem.  Babcia jest kobietą obytą – posiada Kartę Stałego Pobytu Stanów Zjednoczonych, a gdy pozwalało jej na to zdrowie regularnie odwiedzała za oceanem córkę. Można by pomyśleć, że kogoś z tak dużym doświadczeniem trudno jest zaskoczyć, jednak jest pewna cecha, za którą szczególnie ją podziwiam. Szczera i zażarta wdzięczność za nawet najdrobniejsze uczynione dobro.

Z babcią spędziłam całe wczesne dzieciństwo. Zarówno ona i dziadek obdarzyli mnie szczerą i bezwarunkową miłością, której uczyłam się z każdą wizytą w ich domu. Ktoś tak wyjątkowy, komu zawdzięcza się tyle mądrości i dobra, zasługuje na niezwykłe urodziny. Był sierpień, a ja mieszkałam w Warszawie wraz z ukochanym. Wiedziałam, że od kilku lat nawet 100km do Augustowa stanowiło duże wyzwanie, więc wyobraźcie sobie moją radość gdy z pomocą mieszkającej w Warszawie cioci udało nam się zorganizować komfortową podróż. Wiedziałam, że babcia od dawna nie odwiedzała swojej córki w Warszawie, jednak po raz pierwszy miałam możliwość ugościć ją w moim mieszkaniu, przy okazji organizując jej urodziny. Myślę, że nasz entuzjazm i ekscytacja były tak samo wysokie, w końcu zarówno dla mnie jak i dla niej były to zupełnie nowe doświadczenia.

Wstałam z samego rana, by kupić świeże bułeczki i owoce w pobliskim sklepie, a poprzedniego dnia wysłałam ukochanego po słynne Radzymińskie rurki (swoją drogą, jeżeli będziecie mieli kiedyś okazję – koniecznie spróbujcie. Wypieki cukierni zostały docenione przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, a to tylko jedno z wielu istotnych wyróżnień. Jednak warto zaznaczyć, że miejsce nie osiada na laurach i pomimo tłumnie przybywających gości, obsługa zawsze jest uśmiechnięta i pełna energii, a wypieki niezmienne zaskakują niezwykłym smakiem). Wspólny dzień zaczęłyśmy od śniadania w towarzystwie letnich promieni słońca i historii z lat młodości. Gdy zjadłyśmy, przyszedł czas na ostatnie przygotowania przed wyjściem. Mieszkałam na Muranowie, więc czekała nas krótka i przyjemna droga. Ku mojemu zdziwieniu, babcia chętnie zareagowała na pomysł skorzystania z komunikacji miejskiej. Były to zaledwie trzy przystanki, ale kiedy kupowałam bilety, moja towarzyszka zdążyła już nawiązać nową znajomość. Zapytana o to gdzie chodzi do fryzjera, musiała opowiedzieć całą historię na temat swojej fryzury i powodu wizyty w Warszawie.

Przystanek: Hotel Bristol, jesteśmy na miejscu. Eleganccy konsjerże sprawiają, że czuję się lekko przytłoczona. Jednak babcia wydaje się zrelaksowana. To tu odbyła się pierwsza oficjalna randka z moim ukochanym, więc jest to miejsce, które darzę niezwykłym sentymentem. Lekko zagubione idziemy przez piękny hol. Na szczęście nasze zmieszanie szybko dostrzegają pracownicy, którzy wskazują nam drogę do sali kolumnowej, z której wydobywały się dźwięki fortepianu. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg, uprzejmie przywitał nas kelner, który zaprowadził nas do zarezerwowanego stolika. Chwilę później pojawił się wraz z menu zawierającym wybór herbat. Wspólnie wybrałyśmy dwa, najciekawsze naszym zdaniem smaki i otrzymałyśmy kolejne karty. Tym razem był to spis menu degustacyjnego przygotowanego na Afternoon tea. Jazzowe aranżacje klasyków zagranicznego popu sprawiły, że oczekiwanie na napoje minęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Widziałam zadowolenie w oczach babci, to była niezwykła chwila. Zanim zdążyłyśmy wypić pierwsze filiżanki herbaty, na stole pojawiła się taca z brytyjskimi specjałami. Nie było również najmniejszego problemu z przygotowaniem dla mnie wegetariańskiej wersji menu. I tak wzięłyśmy się za smakowanie aksamitnych kanapeczek, chrupiących sconesow i brytyjskich deserów począwszy od trufli, a skończywszy na panna cotcie. To zabawne, bo podczas mojej pierwszej wizyty, ani ja ani Bart nie mieliśmy pomysłu na wydobycie tego deseru z kieliszka, inaczej niż obracając go o 180 stopni. Gdy to nie przyniosło efektu, postanowiliśmy odpuścić sobie tę przyjemność. Na szczęście moja babcia zręcznie poradziła sobie z tym problemem, a mnie ogarnęła niezwykła duma i podziw nad jej życiowym doświadczeniem. Tak, wiem jakie to banalne.

Babcia nie mogła również oprzeć się pokusie poinformowania kelnera o tym, skąd właściwie wzięłyśmy się tego dnia na popołudniowej herbatce. Z dumą oznajmiła, że obchodzi dziś 79 urodziny, a jej jedyna wnusia postanowiła uczynić ten dzień wyjątkowym. Kelner delikatnie przytaknął, gratulując pięknego wieku, a gdy tylko odszedł babcia oznajmiła mi, że w Stanach restauracje oferują różnego rodzaju niespodzianki i benefity, za każdym razem gdy ktoś poinformuje obsługę o swoich urodzinach. Stwierdziła, że jeszcze wiele lat minie zanim Polska przyjmie ten zwyczaj, ale warto jest dzielić się z ludźmi swoim szczęściem. Trochę się jednak pomyliła (a może doskonale wiedziała co robi?), bo niedługo po tej sytuacji kelner wrócił do stołu z przepięknym miniaturowym tortem i butelką prosecco. Mężczyzna z uśmiechem oznajmił, że tak wyjątkową rocznicę trzeba szczególnie uczcić i wyciągnął świeczkę z prośbą życzenie i dmuchnięcie w płomień. W mojej głowie szczęka opadła mi do ziemi.

Gdy kończyłyśmy degustację alkoholu i urodzinowego deseru, kelner był czymś zajęty i nie mogłam go zlokalizować. Tak jak wcześniej cały czas mogłam złapać go wzrokiem, tak teraz na próżno szukałam jego sylwetki. W pomieszczeniu poza mną, babcią i pianistą w międzyczasie pojawił się drugi kelner. Nic dziwnego, gdy pracowałam w gastronomii, mniej więcej o tej porze przychodził ktoś mnie zmienić. Lekko zniecierpliwiona poprosiłam go o rachunek. Niestety nie mógł on zrealizować mojej prośby. Obiecał za to, że poinformuje kolegę o moim życzeniu najszybciej jak to możliwe. Tak właściwie to nigdzie się nie spieszyłyśmy, więc oddałyśmy się rozmowie i słuchaniu muzyki aż do powrotu kelnera. Ku mojemu zaskoczeniu ani tort, ani alkohol nie zostały doliczone do rachunku. Uznałam, że traktowanie gości z taką uwagą i szacunkiem zasługuje na napiwek w wysokości 25% ceny bazowej. Poza tym, 79 urodziny (ukochanej babci) ma się tylko raz, więc co mi szkodzi. Jednak nasza wizyta nie zakończyła się na tym.

Zostawiłam pieniądze w specjalnym zeszyciku, napisałyśmy też opinię i powoli zbierałyśmy się do wyjścia. Spokojnym krokiem zmierzałyśmy w stronę holu, gdy złapał nas kelner, oznajmiając, że w imieniu hotelu Bristol jest zobowiązany zaprosić nas w jeszcze jedno miejsce. Powoli zmierzaliśmy w stronę windy prowadzącej na drugie piętro budynku. Mężczyzna powiedział, że zabiera nas w niezwykłe miejsce z powodu wyjątkowej okazji. W międzyczasie zadałam mu kilka pytań dotyczących hotelu bristol oraz całej sieci (Wiedzieliście, że w sierpniu 2016 roku Marriott International wykupił sieć Starwood za 13 mld dolarów, tworząc w ten sposób największą sieć hotelową na świecie?). Dotarliśmy do drzwi, które jak sam oznajmił „są przeznaczone dla wyjątkowych gości”. Jeżeli przechodziliście kiedykolwiek przez stare miasto, może zwróciliście uwagę na półokrągły taras zlokalizowany w rogu budynku. My miałyśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć go z nieco innej perspektywy…

Nawet teraz, gdy wyobrażam sobie radość w oczach mojej babci mam łzy w oczach. To był naprawdę niezwykły widok wart każdej złotówki. Gdy tylko emocje ostygły, wciąż podekscytowane, zostałyśmy odprowadzone pod same drzwi, gdzie pożegnały nas uśmiechnięte twarze i życzliwe podziękowania kelnera, konsjerży i całego personelu. Była to kolejna niezapomniana wizyta w hotelu Bristol i doświadczenie, które polecam każdemu, kto chce sprawić sobie lub swoim najbliższym wyjątkową niespodziankę

_______________

 

Afternoon tea w hotelu Bristol odbywa się przez cztery dni w tygodniu i możecie doświadczyć popołudniowej herbatki już od 59zł za osobę. Polecam Wam serdecznie wizytę w tym miejscu, na pewno zapamiętacie ją na dłuuuugi czas. Moja babcia była zachwycona i do dziś na każdej rodzinnej imprezie, opowiada wszystkim o tym niezwykłym dniu.

 

 

ZapiszZapiszZapiszZapisz

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz